trochę geografii

Mapa wędrówki – cz. I

KRÓTKO I WĘZŁOWATO O PODRÓŻACH W ŚREDNIOWIECZU

Moja książka to ciągłe podróżowanie. Kiedy ją kończyłam, współczułam tym wszystkim tułaczom i byłam po prostu mentalnie zmęczona. 

Aby „zorganizować” im wielomiesięczną podróż, poszczególne etapy wędrówki musiałam przełożyć na realistyczne odcinki czasowe. Mój kalkulator wyglądał tak: sprawdzając odległości w km pomiędzy punktem A i B na mapach Google, wybierałam opcję „pieszo”, dodając do tego rzeźbę terenu, różne przystanki i problemy „hamujące” szybkość poruszania się (konieczność robienia przystanków, czasowego unikania głównych dróg albo brnięcia przez bardzo nieciekawe miejsca okrężną trasą, itp). A podróże odbywały się na ogół właśnie na własnych kończynach, o wiele rzadziej na wozach (prędkość niewiele większa, niż u pieszego — do 6 km na godzinę), na mułach lub konno — jeśli ktoś był zamożny. Wybitne osobistości i wysocy rangą dostojnicy oczywiście dysponowali topornym prototypem karety. Biorąc pod uwagę zaawansowanie technologiczne takich pojazdów J, a także stan ówczesnych dróg, podróż powozem była bardzo wyczerpującym przedsięwzięciem. Na wybojach powozy bez resorów musiały fundować przejażdżkę trochę jak roller coaster.

W podróży konno trzeba doliczyć postój na popas. Biorąc pod uwagę potrzeby zwierzęcia, przerwę w podróżowaniu trzeba było robić średnio maksimum co 4 godziny – a trwała ona też proporcjonalnie około tego. Na niektórych odcinkach można było sobie pokłusować (trochę ponad 10 km na godzinę), ale ogólnie długa wędrówka odbywała się stępa (co ponoć daje prędkość ok 6 km na godzinę). Galop był opcją na bardzo krótkie odcinki, bo nie jest to tempo podróży konnej (ale nawet jeśli można było sobie na chwilę pozwolić — podbijało to szybkość do 20 km na godzinę). Oczywiście godzinny galop to raczej tylko opcja do ucieczki.

Sezon wędrowania trwał od wiosny do jesieni, a w odniesieniu do dnia – od rana do wieczora, czyli od osady do osady. Trzeba było zdążyć przed zamknięciem bram, chyba że osada nie miała murów. Zważywszy, że w marszu człowiek z bagażami pokonuje na ogół ok. 3 — 4 km na godzinę (myślimy o realnym tempie w całym dniu wędrówki), to przez jeden dzień można pokonać odcinek ok 20 km. Wliczamy w to oczywiście przerwy na posiłek i odpoczynek. Oczywiście w przypadku osób starszych, dzieci i osłabionych/ objuczonych — tempo mocno spada.

Prawdziwą zmorę stanowiły rozmaite zagrożenia, począwszy od różnej maści awanturników szukających zasilenia swojej kiesy, do podatków drogowych (a my narzekamy na płatne autostrady!), dzikich zwierząt i przykrych zjawisk pogodowych. Nie wspomnę o dźwiganiu tobołków, pilnowaniu jucznych zwierząt oraz znoszeniu odcisków, pęcherzy i otarć na stopach.